Przyjaciel zza oceanu

Wiele wskazuje na to, że turecko-rosyjsko-amerykańska saga pt. „S-400” przybiera coraz bardziej nieoczekiwany obrót. Erdogan, dzięki poparciu Trumpa, nie tylko nie musi (przynajmniej póki co) bać się amerykańskich sankcji wynikających z CAATSA, ale być może wkrótce uda mu się także dostać to, czego wcześniej nie mógł zdobyć od administracji Obamy – systemów Patriot.

———————————————–

Kartka z pamiętnika

12 lipca 2019 r. w Turcji wylądowała pierwsza partia rosyjskich systemów S-400. Wydawało się wówczas, że amerykańskie sankcje to już tylko kwestia czasu – zwłaszcza, że w tym przypadku obowiązek ich wprowadzenia wynikał z CAATSA. Jednak nic takiego nie nastąpiło. 23 lipca w Białym Domu odbyła się narada Trumpa z republikańskimi senatorami, podczas której  prezydent miał przekonać swoich partyjnych kolegów, aby ci przestali wywierać na niego presję w sprawie Turcji i pozwolili jego administracji na dalsze negocjacje z Ankarą. W kilka dni później, sekretarz stanu Mike Pompeo wyraźnie dał do zrozumienia, że – o ile Turcy nie aktywują systemów S-400 – to Waszyngton nie nałoży na nich żadnych sankcji. Pompeo powiedział wówczas: „Daliśmy Turkom do zrozumienia, że aktywacja S-400 jest nieakceptowalna. Podjęliśmy już działania redukujące program F-35 [poprzez wyrzucenie Turcji]. (…) Być może będą kolejne sankcje, ale to co szczerze chcielibyśmy zobaczyć to niedoprowadzenie systemów S-400 do stanu operacyjności”.

———————————————–

W imię przyjaźni

29 sierpnia, gdy syryjska armia nadal kontynuowała swoją ofensywę na pograniczu prowincji Hama i Idlib, prezydenci Erdogan i Trump odbyli rozmowę telefoniczną. Był to bardzo ciężki czas dla Erdogana, gdyż zaledwie dwa dni wcześniej udał się z niezapowiedzianą wizytą do Rosji, aby osobiście nakłonić Władimira Putina, aby ten zatrzymał ofensywę syryjskiej armii. Podróż zakończyła się jednak fiaskiem. Mimo przyjaznych gestów ze strony Moskwy i zasygnalizowania przez Putina możliwości sprzedaży Ankarze myśliwców Su-57, to gdy idzie o kwestię syryjską – tureckiej delegacji nie udało się nic ugrać. Mało tego, zdjęcia Erdogana zajadającego się w towarzystwie Putina lodami, podczas pokazu lotniczego MAKS-2019, czyli w czasie gdy syryjskie i rosyjskie lotnictwo bombardowało Idlib, doprowadziły do protestów ze strony mieszkańców „ostatniej rebelianckiej prowincji”.

Właśnie w takiej atmosferze Erdogan i Trump odbyli wspomnianą rozmowę telefoniczną. Podczas rozmowy, Trump miał „wyciągnąć w kierunku Erdogana pomocną dłoń” i obiecać, że jeśli Turcja „nie aktywuje systemów S-400” i jednocześnie kupi amerykańskie systemy Patriot, to zostanie przywrócona do programu F-35. Do rewelacji tych dotarło Middle East Eye, a wkrótce później historię tę potwierdził sam zainteresowany – Erdogan.

W środę, 4 września 2019 r., Erdogan potwierdził, że Trump zaproponował mu kupno Patriotów, na co turecki prezydent miał odpowiedzieć następująco: „Powiedziałem mu [Trumpowi], że chcemy takich samych warunków sprzedaży jak w przypadku rosyjskiej oferty [tj. transferu technologii i wspólnej produkcji]. Spotkamy się podczas obrad ONZ i przeprowadzimy dalsze dyskusje”.

 

———————————————–

Zamieszanie w Waszyngtonie

Propozycja Trumpa zaskoczyła nie tylko bliskowschodnich obserwatorów, ale także amerykańskich oficjeli. Jeszcze na dzień przed rozmową Erdogan-Trump, amerykański sekretarz obrony Mark Esper stwierdził: „Albo F-35 albo S-400. Nie można mieć obu tych rzeczy na raz. Nie można zaparkować jednej z nich w garażu a drugą jeździć. Albo jedna albo druga. W ten sposób jesteśmy tu gdzie jesteśmy, i to jest godne pożałowania”.

W podobnym tonie wypowiadał się rzecznik Departamentu Stanu 22 sierpnia 2019 r.: „Konsekwentnie mówiliśmy Turcji, że nasza ostatnia oferta zakupu systemów Patriot zostanie wycofana jeśli Turcja przyjmie dostawę S-400. Nasza oferta na Patrioty wygasła”.

Obie te wypowiedzi, a zwłaszcza ta Espera, wygłoszona zaledwie dzień przed rozmową Trump-Erdogan, wskazują że prezydent USA nie uzgodnił swojego stanowiska z członkami swojej administracji, lecz podjął decyzję samodzielnie, stawiając swoich współpracowników przed faktem dokonanym.

Mark Esper, źródło: Department of Defense

———————————————–

Trump – mistrz zwrotów akcji

Całą ta sytuacja przypomina bardzo wydarzenia z końca 2018 r., gdy Trump (także podczas rozmowy telefonicznej) – ku zdziwieniu swoich współpracowników – obiecał Erdoganowi, że wycofa amerykańskich żołnierzy z północno-wschodniej Syrii.

Nieoczekiwane zwroty akcji, to znak rozpoznawczy prezydentury Trumpa. Wielu byłych współpracowników twierdzi nawet, że sam Trump uznaje swoją „nieprzewidywalność” za atut – istotny zwłaszcza z punktu widzenia rywalizacji z Chinami. Jednocześnie jednak ta „nieprzewidywalność” doprowadza także do tego, że szefowie poszczególnych departamentów zostają niemal pozbawieni możliwości efektywnego działania. Nawet jeśli, któryś ze współpracowników prezydenta próbuje prowadzić politykę według danej „linii politycznej”, to jego plany mogą zostać szybko „zweryfikowane” (czytaj „zniszczone”) przez prezydenta. Co prawda decydujące zdanie zawsze należało do amerykańskiego prezydenta, jednak prezydentura Trumpa jest o tyle specyficzna, że sam Trump nie narzucił odgórnie swoim współpracownikom jednego słusznego kierunku działania, a z drugiej strony często podkopuje działania swojej własnej administracji.  Jest to zupełnie inna polityka niż w czasach Obamy (zwłaszcza jego pierwszej kadencji), gdy szefowie poszczególnych departamentów mieli dużo większą swobodę w działaniu np. sekretarz Hillary Clinton, która stosunkowo samodzielnie nakreśliła amerykańskie stanowisko wobec arabskiej wiosny.

Sytuacja z S-400 pokazuje także jak duże znaczenie – w czasach Trumpa – mają osobiste stosunki między prezydentem USA a przywódcami innych krajów. Turcja – z punktu widzenia Waszyngtonu – zdecydowanie jest krajem „niesfornym”, który wielokrotnie wyłamywał się z „pro-amerykańskiego obozu” i próbował przepchnąć własne inicjatywy, na własnych zasadach. Amerykanie często puszczają zachowanie Ankary płazem, co wielu komentatorów uzasadnia „strategicznym położeniem” Turcji. Fakt faktem, że Turcja – jako położona nad cieśninami Bosfor i Dardanele – ma strategiczne znaczenie, jednak sama geografia nie determinuje amerykańskiej polityki wobec tego kraju. Warto spojrzeć tylko jak stosunki amerykańsko-tureckie wyglądały w czasach Obamy, gdy Waszyngton nie chciał iść wobec Turków na żadne ustępstwa w sprawie Syrii, i jak ekipa Erdogana zareagowała na wieść o tym, że w Białym Domu zasiądzie Donald Trump.

Turecki prezydent jest bardzo zręcznym politykiem, a ze swoim amerykańskim odpowiednikiem łączy go dość bliska relacja. Warto chociażby wspomnieć, że decyzja Trumpa o nienakładaniu sankcji na Turcję, zapaść miała podczas czerwcowego szczytu grupy G-20 w Osace. Wyjeżdżający wówczas do Japonii Erdgoan, pytany o taktykę przed spotkaniem z Trumpem, stwierdził wprost, że nie ma żadnej taktyki i po prostu poprosi amerykańskiego prezydenta o nienakładanie sankcji: „To jest tak proste, bo jesteśmy przyjaciółmi, strategicznymi partnerami”. Wówczas wiele osób śmiało się z tej wypowiedzi, jednak szczyt w Osace pokazał że Erdogan miał rację. Trump co prawda nie obiecał wtedy, że sankcji nie będzie, ale stwierdził że kryzys w stosunkach z Turcją to wina Obamy i zrobi wszystko co możliwe, aby naprawić te relacje.

Prezydenci Trump i Erdogan podczas szczytu G-20, źródło: The White House, flickr.com

———————————————–

Odwilż w Ankarze

Mówiąc o ostatnich zmianach w relacjach amerykańsko-tureckich warto także uwzględnić szerszy kontekst wydarzeń. Otóż Ankara wydaje się coraz bardziej „zniesmaczona” posunięciami Rosji w północnej Syrii, które w żadnym stopniu nie uwzględniają tureckiej racji stanu. Jednocześnie Ankara zawarła ostatnio porozumienie z USA dot. stref buforowych w północno-wschodniej Syrii. W kraju nastąpiły także istotne zmiany w szeregach armii. Podczas sierpniowej narady Wyższej Rady Wojskowej (YAS) na emeryturę (w niektórych przypadkach „przymusową”) wysłano aż 47 generałów i admirałów, a tym słynącym ze swoich antyzachodnich postaw odmówiono awansu – tutaj jednym z poszkodowanych był np. wiceadmirał Cihat Yayci, który słynie ze swojej nieprzejednanej postawy wobec tureckich roszczeń na Morzu Śródziemnym.

Zmianę w polityce Ankary dostrzegli także Rosjanie i Irańczycy. Podczas ostatniej wizyty Zarifa w Moskwie rozmawiać miano m.in. o tym jak zachować się w przypadku, gdy Turcja zaczęłaby uzgadniać swoje stanowisko w sprawie syryjskiego panelu konstytucyjnego z Waszyngtonem. Owy panel, który ma zadecydować o rolach powojennej Syrii, ma składać się z 3 grup wyłonionych przez: Damaszek, Ankarę i ONZ (Kurdowie mają być z niego wykluczeni).

Powstaje zatem pytanie, czy Turcja odchodzi od swojego „małego pivotu na Rosję” i powoli powraca do „amerykańskiego obozu”? Nie sądzę. Erdogan chciał i nadal chce grać zarówno z Zachodem, jak i Wschodem, jak równy z równym. Turcja ma być w tej grze „trzecią siłą”. Obecnie Erdogan widzi, że więcej może ugrać na zbliżeniu z USA i dlatego łagodzi swoje stanowisko wobec Białego Domu. Nie oznacza to jednak, że tak będzie stale, a Turcja w pewnym momencie znowu nie zacznie znowu „przechylać” się w kierunku Moskwy. W perspektywie długoterminowej Ankara i Waszyngton nadal znajdują się na kursie kolizyjnym – niekoniecznie musi on doprowadzić do „starcia” (np. sankcji, wojny handlowej itp.), jednak dalsze „turbulencje” (np. dwuznaczne kontakty z Rosją, groźby wobec Waszyngtonu i Kurdów) są nieuniknione.

Ostatnie pytanie brzmi: kiedy można spodziewać się namacalnych skutków rozmów Erdogana i Trumpa w sprawie S-400? Już wkrótce, bowiem 24 września 2019 r. odbędzie się debata generalna 74. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na której ma pojawić się wielu możnych tego świata, w tym prezydenci Trump i Erdogan. Według zapowiedzi tego drugiego, to właśnie wtedy obaj Panowie mają omówić szczegóły zakupu systemów Patriot.

Czy możliwe jest, że Turcja pójdzie na deal z USA. Moim zdaniem jak najbardziej. Jeśli Trump faktycznie nie będzie wymagał, aby Ankara całkowicie zrezygnowała z systemów S-400, a wyłącznie ich nie aktywowała (cokolwiek to znaczy), to Turcy najprawdopodobniej zgodzą się na zakup Patriotów. Co prawda byłby to dodatkowy wydatek dla Ankary, jednak gra idzie o dużo większą stawkę – za zakup Patriotów Turcja miałaby zostać przywrócona do programu F-35. Tym samym nad Bosfor można byłoby sprowadzić 100 F-35S (za które Turcja dokonała już częściowej zapłaty – ok. 1 mld dolarów), a tureckie firmy mogłyby nadal zarabiać na produkcji komponentów do tego samolotu (tureckie kontrakty wycenia się na ok. 9 mld dolarów). Póki co nie dzielmy jednak skóry na niedźwiedziu, bo Trump może ponownie zadziałać tutaj jako „dzika karta” Turcji. Poza tym otwartą kwestią pozostaje postawa Kongresu wobec sprzedaży Patriotów, jednak akurat osobiście nie spodziewałbym się zbyt ostrego oporu z ich strony.

———————————————–

Jeśli chcesz być na bieżąco z wiadomościami ze świata Bliskiego Wschodu, to możesz zacząć obserwować mnie na Fejsbuku.😉

https://www.facebook.com/PulsLewantu/?ref=bookmarks

Źródła:

https://www.middleeasteye.net/news/trump-new-patriot-offer-turkey-s400-f35-crisis

https://www.ft.com/content/326f545e-b9c5-11e9-96bd-8e884d3ea203

https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2019/08/turkey-united-states-deciphering-military-council-decisions.html

https://www.passblue.com/2019/08/14/strongmen-to-kick-off-the-un-general-assembly-session-in-september/

https://www.businessinsider.com/turkeys-erdogan-opens-air-show-in-russia-2019-8?IR=T

Reklamy