Precz z Chameneim, Precz z Rouhanim

W 2015 roku światowe mocarstwa podpisały porozumienie atomowe z Iranem. Mimo, że prawie natychmiast Teheran, Bruksela, czy Nowy Jork, ogłosiły wielki sukces, to faktyczna walka dopiero się zaczynała – walka o rząd dusz, walka o serca i umysły Irańczyków. Teraz należało przekonać Irańczyków, że rezygnacja z prac nad atomem i pójście na ustępstwa względem Zachodu to odpowiednia droga, droga którą powinna podążać ich ojczyzna. Ciężar wykonania tego zadania spadł nie tylko na rząd Rouhaniego, lecz także na pozostałych sygnatariuszy porozumienia atomowego. Celem JCPOA nie było zawieszenie irańskich prac nad atomem, lecz całkowite pozbycie się zagrożenia proliferacji ze strony Teheranu a droga do tego celu wiodła wyłącznie poprzez dotarcie do serc i umysłów irańskiego społeczeństwa.

Tekst jest drugim odcinkiem serii „Iran w ogniu” – przed zapoznaniem się z nim polecam przeczytać pierwszą część serii.

———————————————–

Zdradliwe wskaźniki

W 2016 roku, czyli w rok po zawarciu JCPOA, irańskie PKB (nie uwzględniając sektora naftowego) urosło o ok. 3,3%. Wartość towarów wyeksportowanych w tym roku za granicę szacowano na ok. 28 mld dolarów. Produkcja rolnicza wzrosła niemal o ok. 30%. Inflacja zmniejszyła się o ok. 5% i ustabilizowała się na poziomie 10%. Także sytuacja na rynku zatrudnienia zaczęła się powoli polepszać a rząd odnotował ok. 0,5% spadek stopy bezrobocia.

Jak mogłoby się wydawać, po pobieżnej analizie w/w wskaźników, sytuacja gospodarcza Iranu – po zawarciu JCPOA – zaczęła się wydatnie poprawiać. Już wkrótce wskaźniki te miały przełożyć się na życie „szarych” Irańczyków. Jednak – tak jak wskazałem to w pierwszej części serii „Iran w ogniu” – nie zawsze wskaźniki gospodarcze potrafią oddać rzeczywistą sytuację gospodarczą danego państwa.

Grafika, źródło: mohamed hassan, pixabay.com

———————————————–

Bolączki irańskiej gospodarki

Jeden z głównych problemów irańskiej gospodarki to niskie tempo jej rozwoju i duże bezrobocie. Od wielu lat skala bezrobocia utrzymuje się powyżej 10%. Mało tego, bezrobocie wykazuje szybką tendencję wzrostową – w 2017 roku bezrobotnych było ok. 13,1% mieszkańców Iranu, czyli aż 10,6 mln osób. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda wśród osób młodych (15-29 lat), które często posiadają wyższe wykształcenie. W tej grupie aż ok. 24,4% to osoby bezrobotne.

Tak duży odsetek osób niepracujących – jak pokazują doświadczenia arabskiej wiosny – może być potężnym czynnikiem destabilizującym. Problem jest tym większy, że duży odsetek wśród bezrobotnych stanowią osoby młode, które dużo szybciej ulegają radykalizacji i chętniej przyjmują kierowniczą rolę w różnorakich protestach społecznych. Władze w Teheranie rozumieją to zagrożenie i starają się robić wszystko, aby nie dopuścić do powszechnym protestów społecznych.

Zgodnie z planem gospodarczym na lata 2017-2021 irańska gospodarka powinna, rok w rok, rosnąć o ok. 8%. Dopiero taki wynik pozwoli zmniejszyć bezrobocie i poprawić standard życia obywateli. Jednak rzeczywiste wyniki irańskiej gospodarki nie zbliżają się nawet do planowanych pułapów. Co prawda w 2016 roku, czyli wtedy gdy JCPOA weszła w życie, irańska gospodarka „wystrzeliła” i zanotowała wzrost na poziomie 12,5%, jednak – jak już wskazywałem w poprzedniej części – wzrost ten zawdzięczano głównie wznowieniu eksportu surowców energetycznych. Poza sektorem naftowym średni wzrost gospodarczy wyniósł zaledwie ok. 3,3%, co – biorąc pod uwagę plany Teheranu – było tragicznym wynikiem.

Rząd starał się jeszcze ratować sytuację zwiększeniem nakładów na pomoc państwową dla sektorów nie-naftowych, lecz próby te spłonęły na panewce, gdy – z powodu braku zagranicznych inwestycji – wzrost w sektorze naftowym zatrzymał się. Tym samym w 2017 roku wzrost PKB Iranu wyniósł zaledwie ok. 4,3% – jest to wynik uwzględniający sektor naftowy, a zatem wzrost w pozostałych sektorach znajduje się zapewne na dużo niższym poziomie. W ten sposób przedsiębiorstwa z sektorów poza-naftowych zostały same ze swoimi problemami.

Prezydent Hassan Rouhani, źródło: kremlin.ru

———————————————–

Aby biedn…ulamie żyło się lepiej

Ogromnym problemem irańskiej gospodarki jest państwowy interwencjonizm. Macki osób powiązanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej czy szyicką ulamą sięgają bardzo głęboko i przenikają większość sfer gospodarczego życia kraju. Szacuje się, że aż ok. 40% irańskiego PKB jest wytwarzane przez podmioty bezpośrednio lub pośrednio kontrolowane przez państwo. W skład tych podmiotów wchodzą przede wszystkim tzw. bonjady (fundacje) oraz przedsiębiorstwa, w których kapitał państwowy ma przewagę. Najczęściej podmioty te są źle zarządzane, odpowiadają za ogromne marnotrawstwo środków i są siedliskiem korupcji. Bardziej niż polepszeniem sytuacji gospodarczej w kraju, zarządcy tych podmiotów zainteresowani są wykorzystywaniem powierzonych im dóbr do realizacji celów politycznych swoich mocodawców.

Najlepszym przykładem takich przedsiębiorstw państwowych jest tzw. Setad (Execution of Imam Khomeini’s Order, w skrócie EIKO). Setad powstał w 1989 roku na osobiste polecenie ajatollaha Chomeiniego. Nowo-powstała organizacja miała zająć się zarządem nad dobrami skonfiskowanymi po obaleniu reżimu szacha. W tym czasie działały już bonjady, które także zajmowały się zarządem skonfiskowanymi majątkami, lecz Setad był czymś zupełnie innym. To co odróżniało Setad od zwykłych fundacji było to, że ajatollah Chomeini uprawnił nowo powstały twór do bezpośredniego stosowanie art. 49 Konstytucji, który pozwalał na konfiskatę nielegalnie nabytych dóbr.

Setad miał, korzystając ze swoich uprawnień, dokonać szybkiej i sprawnej konfiskaty tych nielegalnych dóbr, a następnie dokonać ich redystrybucji na rzecz różnych islamskich fundacji (bonjadów). Na czele organizacji stanęło 3 zaufanych współpracowników ajatollaha – Habibollah Asgaroladi, Mehdi Karroubi oraz Hassan Sane’i. Jeśli wierzyć słowom jednego z byłych współpracowników Chomeiniego Setad miał być organizacją doraźną, która miała ulec samorozwiązaniu po przekazaniu skonfiskowanych dóbr na rzecz bonjadów – max. 1-2 lata. Jednak historia Setad potoczyła się zupełnie inaczej. W kilka miesięcy po powołaniu EIKO, Chomeini zmarł a jego współpracownicy uznali, że lepiej wiedzą jak wykorzystać zagrabiony majątek.

Asgaroladi, Karroubi oraz Sane’i zaczęli nadużywać art. 49 Konstytucji i konfiskować nie tylko nielegalnie nabyte majątki, lecz także te które należały do wrogów politycznych Islamskiej Republiki Iranu, mniejszości religijnych czy także „przeciętnych” obywateli. Skonfiskowane nieruchomości (to właśnie one były głównym przedmiotem tego procederu) Setad sprzedawał. Dzięki temu istytucja, w szybkim czasie, doszła do ogromnego majątku, który jednak „trójka Chomeiniego” uznała za niewystarczający.

Od około 2000 roku Setad zaczął być przekształcany w coś na kształt konglomeratu. Skumulowany majątek zaczęto przeznaczać na zakup udziałów w bankach, przedsiębiorstwach budowlanych, kopalniach czy spółkach paliwowych. Często zdarzało się, że Sedat – mimo przejęcia tylko niewielkich udziałów w danej spółce – obejmował w niej niepodzielną władzę, bo przecież nikt nie wystąpi przeciwko organizacji, która ma osobiste poparcie ajatollaha Chameneiego.

Dzięki tym procederom Setad stał się jednym z największych irańskich przedsiębiorstw. Szczegóły otaczające działalność Setadu nie są znane – dostępu do ksiąg przedsiębiorstwa nie ma ani Parlament ani Rady Strażników. Jednak zgodnie z informacjami Reutersa z 2013 roku majątek Setadu szacuje się na ok. 95 mld dolarów.

Co prawda Setad faktycznie prowadzi działalność charytatywną, jednak zdaje się, że jest to tylko mały procent jego aktywności. Setad i jego majątek jest przede wszystkim wykorzystywany jako narzędzie walki politycznej, które pozwala ajatollahowi Chameneiemu wspierać swoich stronników i uciszać krytyków. To właśnie Chamenei jest jedyną osobą, która sprawuje kontrolę nad Setadem. Jeśli idzie o parlament, rządowe agencje czy sądy to te mogą interweniować w sprawy Setadu wyłącznie na osobistą prośbę najwyższego przywódcy.

Habibollah Asgaroladi, jeden z „ojców założycieli Setadu”, źródło: Tasnim News Agency

———————————————–

Inżynierowie z IRGC

W Islamskiej Republice nie tylko szyicka ulama zna się na interesach. Dowództwo Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (Pasdaran, IRGC, „Korpus”) także szybko wyniuchało dobrą okazję na zarobienie nieco pieniędzy i zwiększenie swoich wpływów.

Pod koniec lat. 90 XX wieku prezydent Rafsandżani postanowił zachęcić instytucje państwowe do udziału w rozbudowie krajowej gospodarki, co – przynajmniej zdaniem Prezydenta – miało doprowadzić do okresu gospodarczego „prosperity”. Jedną z instytucji, która postanowiła stawić się na wezwanie Rafsandżaniego był Pasdaran. IRGC natychmiast przystąpiło do walki o kontrakty w przemyśle naftowym czy w budownictwie. Ich wygranie było o tyle łatwe, że w szeregach Korpusu znajdowało się wielu wysoko wykwalifikowanych inżynierów, techników itd. Ponadto Pasdaran, podczas prób zdobycia dla siebie kawałka gospodarczego tortu, był cały czas wspierany przez swoich sympatyków i byłych członków, którzy po przejściu na wojskową emeryturę zaangażowali się w działalność polityczną i gospodarczą. Prawdziwy rozkwit działalności gospodarczej IRGC przyniósł okres rządów prezydenta Ahmadineżada, który wyraźnie faworyzował Korpus i powiązane z nim przedsiębiorstwa.

Dzięki zapleczu politycznemu oraz własnej zaradności Korpus doszedł do ogromnego majątku, który – jeśli wierzyć danym zaprezentowanym przez dziennikarzy Foreign Policy – stanowi ok. 10% irańskiej gospodarki. Szacunki te jednak mogą być znacznie zawyżone, gdyż przedsiębiorstwa uznawane za „kontrolowane przez IRGC” wcale nie zawsze są kontrolowane przez Korpus bezpośrednio – czasami po prostu są własnością osób ściśle powiązanych z IRGC, które w zamian za drobne datki są otaczane opieką ze strony Korpusu. Oczkiem w głowie pasdarańskiej machiny gospodarczej jest zdecydowanie Khatam-al Anbiya, czyli przedsiębiorstwo budowlane, które wliczając zewnętrznych kontaktorów, zatrudnia ok. 1 mln osób i, rok w rok, otrzymuje bardzo intratne kontrakty państwowe – tylko w latach 2018-2019 Khatam-al Anbiya ma zrealizować projekty wyceniane na ok. 28 mld dolarów. 

Członkowie IRGC podczas wysłuchiwania przemówienia Ali Chameiniego, źródło: Khamenei.ir

———————————————–

Na co wojskowi wydają pieniądze?

Przypadek zaangażowania IRGC jest szczególnie ciekawy i warto poświęcić mu chwilę dłużej. Dowództwo Pasdaranu postanowiło wykorzystać zarobione pieniądze na działalność polityczną. Zaczęto od przekazywania sowitych datków na rzecz bonjadów – te natomiast zajmowały się ich redystrybucją na rzecz stronników Korpusu. Co prawda umocniło to pozycję Pasdaranu, lecz nie na tyle, aby mógł on zacząć odgrywać względnie samodzielną rolę na irańskiej scenie politycznej. Przełom nastąpił w 2009 roku, gdy IRGC umocniła swoją kontrolę nad Basidżem (pełna nazwa Związek Mobilizacji Uciemiężonych) – organizacją paramilitarną, której celem jest propagowanie ideałów islamskiej republiki. Basidż już od 1981 roku wchodził w skład Pasdaranu, lecz dopiero prezydent Ahmadineżad umożliwił ścisłe powiązanie struktur Korpusu z tą organizacją paramilitarną.

Władze Basidżu kładą ogromny nacisk na indoktrynację młodych Irańczyków, którzy są tutaj główną grupą werbunkową. To właśnie jednostki Basidżu, złożone z lokalnych mieszkańców, mają zajmować się tłumieniem w zarodku buntów i aresztowaniem opozycjonistów, którzy zdecydują się wystąpić przeciwko najwyższemu przywódcy czy IRGC. Jednocześnie Basidż organizuje wiele uroczystości, które mają upowszechniać ideały rewolucji i manifestować ich poparcie dla rządu i najwyższego przywódcy.

Jednak Członkostwo w Basidżu niesie za sobą nie tylko obowiązki, ale także ogromne korzyści. Przede wszystkim rekruci mogą liczyć na dostanie się na wymarzone studia czy lepszą pracę w państwowym przedsiębiorstwie. Jednak to nie wszystko. Oprócz tego członkowie Basidż otrzymują żołd, który mimo że niewielki to jednak często jest wystarczającą zachętą do wstąpienia w szeregi organizacji. Działalność Basidżu, która w XXI w. ulegała ogromnemu rozrostowi, jest możliwa dzięki zaangażowaniu się przez Pasdaran, czyli głównego sponsora organizacji, w działalność gospodarczą.

W ten sposób Basidż, którego liczbę członków szacuje się nawet na ok. 10 mln osób (oficjalne dane państwowe), stał się zapleczem społecznym Korpusu. Potencjalnie Basidż może stać się także zapleczem politycznym. Co prawda oficjalnie członkowie organizacji nie mogą angażować się w politykę, lecz w ostatnim czasie zauważa się coraz większe tendencje, które mają na celu zmianę tego stanu rzeczy. Pomysły te rzekomo spotykają się z dość ciepłym przyjęciem ze strony najwyższego przywódcy, wobec którego Pasdaran wykazuje niezachwianą lojalność. Reformy prezydenta Rouhaniego są uważane – zarówno przez część wojskowych, jak i duchownych – za próby podkopania ich ekonomicznej i politycznej potęgi. Nie chodzi tu tylko o reformy wymierzone w bonjady czy państwowe przedsiębiorstwa, lecz także o stosunkowo łagodne podejście Rouhaniego do protestów społecznych, który stroni od polityki silnej ręki. Co prawda obecnie wydaje się, że pozycja Rouhaniego, o ile trudna, to nie jest zagrożona wojskowym puczem. Jednak w sytuacji, gdy Pasdaran i duchowni uznają, że prezydent działa na szkodę interesów państwa, a raczej „państwa”, te dwie grupy mogą połączyć siły i zrzucić Rouhaniego z jego prezydenckiego fotela.

Rechotem historii, gdy idzie o Korpus, jest fakt, że to właśnie prezydent Rafsandżani – wróg zaangażowania politycznego IRGC – utorował Pasdaranowi drogę do zdobycia politycznej władzy, gdy w latach 90. minionego wieku pozwolił im na zaangażowanie się w działalność gospodarczą.

Jedno ze spotkań członków Basidżu, źródło: Mostafameraji/upload.wikimedia.org

———————————————–

Fundacje

W tym momencie dochodzimy do pojęcia, które przewinęło się już kilka razy w tekście – a mianowicie „bonjady”. Pierwsze bonjady zaczęły powstawać jeszcze za czasów szacha Mohammeda Rezy Pahlawiego. W założeniu miały one nieść pomoc ubogim i najbardziej potrzebującym. W praktyce jednak były sposobem na wyprowadzanie pieniędzy z państwowego skarbca i zapewnienie sobie poparcia określonych grup osób.

Po 1979 roku fundacje pozostały, lecz uległy ogromnym przeobrażaniom – tak dużym, że nadużycia ze strony ludzi szacha zdawały się być niewinną igraszką w porównaniu z tym co wymyśliła szyicka ulama. W teorii bonjady nadal zajmowały się wspieraniem najuboższych. W praktyce jednak znacznie zwiększyły spektrum swojego działania. To właśnie fundacje, które przeszły od zarządu skonfiskowanymi majątkami do przewodzenia wielkim przedsiębiorstwom, utorowały drogę, którą podążył później – opisany już powyżej – Setad.

Obecnie w całym Iranie istnieje ok. 100 fundacji. Na ich czele stoją przedstawiciele duchowieństwa, którzy są zaufanymi ludźmi ajatollaha. Można powiedzieć, że bonjady działają w szarej strefie, gdyż kontrola ze strony państwa jest minimalna – jako organizacje dobroczynne nie podlegają kontrolom organów skarbowych. Jednocześnie fundacje mają ogromny wpływ na gospodarkę, gdyż szacuje się że to właśnie one odpowiadają za ok. 20% irańskiego PKB.

Nie można stwierdzić, że bonjady w ogóle nie angażują się w działalność charytatywną – jednak tak jak w przypadku Setadu jest to tylko znikomy procent ich działalności. Większość pieniędzy, którymi dysponują fundacje jest marnotrawiona, wydawana na nieopłacalne inwestycje i dzielona między wiernych zwolenników reżimu. Zgodnie ze słowami Mohammada Forouzandeha, byłego ministra obrony, w 1999 roku aż ok. 80% bonjadów było nierentownych. Bardzo możliwe, że od tamtego czasu sytuacja wewnątrz tych organizacji nie uległa zbyt dużym zmianom.

Istnienie bonjadów, czy takich przedsiębiorstw jak Setad lub Khatam-al Anbiya, sprawiają że jakikolwiek prywatne przedsiębiorstwo ma ogromny problem z przebiciem się na rynek. Instytucje kontrolowane przez państwo robią wszystko, aby zdusić jakąkolwiek konkurencję w zarodku. Jest to o tyle proste, że – oprócz wsparcia politycznego – państwowe instytucje mogą liczyć jeszcze na konkretne rozwiązania prawne np. bonjady są całkowicie zwolnione z obowiązku podatkowego.

Logo fundacji Mostazafan, która jest drugą największą firmą w Iranie – zaraz po National Iranian Oil Company, źródło: irna.ir

———————————————–

Prywatyzacja

Warto w tym miejscu odnieść się także do procesu prywatyzacyjnego, który – ze względu na polityczne naciski – trwa już od wielu lat i nadal nie widać jego końca. Już za czasów prezydenta Rafsandżaniego (1989-1997) rząd centralny zaczął starać się o przeprowadzenie zakrojonej na szeroką skalę akcji prywatyzacyjnej. W wyniku tych działań udział prywatnej własności w gospodarce miał się zwiększyć a fundacje miały zostać zepchnięte na boczny tor. W praktyce jednak – ze względu na protesty ulamy – Rafsandżani musiał ograniczyć swoją skalę działań.

Gdy w 2005 roku nowym prezydentem został wybrany Ahmadineżad, odziedziczył on po swoich poprzednikach konkretny program prywatyzacyjny, który mimo że postępował dość wolno – ze względu na opozycję elit – to jednak przebiegał stosunkowo sprawnie, nie prowadząc do zbyt dużych nadużyć. Jednak nowy prezydent uznał, że program opracowany przez poprzednie administracje jest niesprawiedliwy i może prowadzić do pogłębienia zjawiska biedy. W związku z tym, po uzyskaniu poparcia ajatollaha Chameneiego, Ahmadineżad postanowił radykalnie zmienić oblicze irańskiej prywatyzacji.

Nowy system zakładał, że aż 40% udziałów w prywatyzowanych przedsiębiorstwach będzie tzw. „udziałami sprawiedliwościowymi”, które po okazyjnych cenach będą sprzedawane najbiedniejszym. W praktyce „udziały sprawiedliwościowe” trafiły do zwolenników reżimu np. członków milicji Basidż. Pomysł Ahmadineżada okazał się ogromnym niewypałem. Po pierwszej fazie reprywatyzacji tylko 4.6 mln osób zakupiło akcje warte ok. 2,3 mld dolarów – tymczasem wartość reprywatyzowanych przedsiębiorstw wyceniano na ok. 100-140 mld dolarów. Próbując ratować sytuację rząd zaczął sprzedawać pozostałe akcje na giełdzie, co jednak nie przyciągnęło prywatnych inwestorów. W rezultacie większość akcji zostało zakupionych przez firmy, w których udziały miał kapitał państwowy lub osoby fizyczne ściśle powiązane z reżimem. Tym samym „prywatyzacja” z okresu Ahmadineżada była karykaturą samej siebie. Większość irańskich przedsiębiorstw nadal jest kontrolowana przez państwo – tyle, że już nie bezpośrednio, lecz pośrednio. To właśnie zachowania tego typu doprowadziły Setad czy Khatam-al Anbiya do osiągnięcia ogromnych majątków.

Prezydent Mahmud Ahmadineżad, źródło: Marcello Casal Jr\ABr

———————————————–

Niebezpiecznie jak w banku

Kolejnym problemem, który skutecznie hamuje rozwój sektora prywatnego jest niestabilność systemu bankowego. Przez wiele lat Bank Centralny Iranu (CBI) wykorzystywany był do finansowania rządowych projektów i przedsięwzięć podejmowanych przez państwowe, czy też semi-państwowe, zakłady. Jak można się domyśleć część tych pieniędzy została „przejedzona” a projekty, które CBI miał sfinansować, mimo że pochłonęły ogromne kwoty, nigdy nie powstały.

Dlatego też, aby zapobiegać takim procederom, za prezydentury Mohammeda Chatamiego (1997-2005) przeprowadzono reformę, która zakazywała CBI finansowania rządowych projektów. Zmiana ta jednak nie przyniosła pożądanych rezultatów, a wręcz odwrotnie, doprowadziła wręcz do iście patologicznej sytuacji – już w czasach jego następców. Rząd nie mogąc zadłużać się u CBI postanowił pożyczać pieniądze od pozostałych banków – i tych pozostających w rękach państwa, i tych prywatnych. Banki natomiast, aby móc pożyczać pieniądze rządowi, same zaczęły zadłużać się u CBI. W efekcie doszło do sytuacji, w której nadal następował drenaż pieniędzy z CBI, lecz rząd umywał ręce i twierdził, że wcale nie zadłuża się u CBI, lecz u pozostałych banków. W efekcie tego procederu irańskie banki zadłużyły się u CBI na ok. 277 mld dolarów.

Sam fakt zadłużenia względem CBI nie jest jedynym problemem. Szacuje się, że aż ok. 11% pożyczek udzielanych przez irańskie banki to tzw. „pożyczki zagrożone” (ang. non-performing loans, NPLs), których pożyczkobiorcy nie są w stanie spłacić. Mimo, że Teheran stara się zbić odsetek NPLs, to jednak sama wartość wartość tych „zagrożonych pożyczek” stale rośnie i pod koniec 2017 roku wyniosła ok. 260 mld dolarów.

Ponadto dużo irańskich banków nie jest w stanie osiągnąć zalecanego poziomu współczynnika wypłacalności (ang. capital adequancy ratio). W zasadzie tylko duże banki, np. Bank Sepah, są w stanie osiągnąć pożądany współczynnik. Natomiast mniejsze instytucje mają nie tyle problem ze zwiększeniem swojego kapitału, co z samym wyjściem na prostą np. Parsian Bank, największy bank w prywatnych rękach (przynajmniej jeśli idzie o wielkość udziałów, bo faktycznie pozostaje pod kontrolą Setadu), w kwietniu 2018 roku ogłosił spadek wartości swoich akcji o 0.024 dolarów/1 akcja. Obraz ten pogarsza jeszcze to, że na irańskim rynku bankowym działa wiele para-banków, które mimo że nie dysponują odpowiednimi licencjami, to nadal stanowią dużą konkurencję dla legalnych banków.

Ciężko oszacować skalę problemów irańskich banków, gdyż ich księgi rachunkowe skrywają niejeden sekret. Polityczne elity często zmuszały banki do zakupu prywatyzowanych przedsiębiorstw czy też np. nieruchomości sprzedawanych przez Setad. Najczęściej umowy te zawierano po zawyżonych cenach. W efekcie tego irańskie banki znalazły się sytuacji, gdy w oficjalnych dokumentach widnieje zapis, że posiadają np. 10 nieruchomości wartych 100 mln dolarów (cena zakupu), gdy w rzeczywistości – według cen rynkowych nieruchomości te warte są tylko 50 mln dolarów.

Siedziba CBI w Teheranie, źródło: GTVM92, upload.wikimedia.org

———————————————–

Uczeń bezimiennego

Jak zatem widzimy prezydent Rouhani przejął władzę w bardzo trudnym momencie dla swojego kraju. Nie dość, że gospodarka była skrajnie niewydajna, to jeszcze poprzedni rząd Ahmadineżada prowadził konfrontacyjną politykę zagraniczną, której główną osią był spór co do irańskiego programu atomowego. Dodatkowo sytuacji nie ułatwiał opór konserwatystów, którzy za wszelką cenę chcieli utrzymać status quo.

Obejmując prezydencki fotel Rouhani miał przed sobą ściśle nakreślony plan działania, który prezentował już podczas wyborów. Przede wszystkim Iran musiał jak najszybciej zakończyć spór z zachodem. Następnie należało zająć się stricte problemami gospodarczymi: naprawić program reprywatyzacyjny, zliberalizować gospodarkę, ograniczyć interwencjonizm państwowy (zarówno ten bezpośredni, jak i pośredni) i ściągnąć do kraju zagranicznych inwestorów. Jeśli idzie o reformy ustroju to zdecydowanie były one poza sferą planów prezydenta.

Rouhani od początku zdawał sobie sprawę z tego, że jego program reform będzie niezwykle ciężki do przepchnięcia. Nowy prezydent, jako wierny uczeń Rafsandżaniego i Chatamiego, doskonale zdawał sobie sprawę z tego co staje się z reformatorskimi pomysłami po zderzeniu z politycznym betonem. Wydaje się, że szczególnie pouczające dla Rouhaniego były wydarzenia z czasów prezydentury Chatamiego (1997-2005), które – jako doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego – mógł śledzić z bliska.

Chatami był jednym z najbardziej liberalnych polityków w historii Islamskiej Republiki Iranu. Głosił potrzebę nie tylko reform gospodarczych, lecz także politycznych. Mimo braku otwartych ataków na Chameiniego, wypowiedzi Chatamiego wyraźnie sugerowały, że chce on doprowadzić do ograniczenia roli najwyższego przywódcy i oddać władze w ręce narodu. Dlatego też, gdy w 1997 roku Chatami – zdobywając blisko 70% głosów – został nowym prezydentem Republiki, ulama i Pasdaran przystąpiły to zwalczania stronników Chatamiego.

Ludzie z otoczenia prezydenta zaczęli być szykanowani, oskarżani o korupcję, a w skrajnych przypadkach mordowani. Chatami, nie mając odpowiednich środków, nie był w stanie sprzeciwić się wojskowym czy najwyższemu przywódcy. Dlatego też grono stronników Chatamiego zaczęło się zmniejszać a jego reformy upadły. Mimo, że już na politycznej emeryturze, to były prezydent nadal jest uważany za potencjalnie niebezpiecznego. Najlepiej świadczy o tym fakty, że w 2015 roku zakazano mediom wspominać o Chatamim, czy nawet prezentować jego wizerunku – decyzja ta została podjęta przez, zdominowane przez konserwatystów sądownictwo, które pozostawało poza strefą wpływów Rouhaniego.

Z takim bagażem doświadczeń Rouhani postanowił pokierować swoją administracją w zupełnie inny sposób niż Chatami. Przede wszystkim poza przedmiotem dyskusji znalazły się wszelkie sprawy związane z ustrojem Iranu. Rouhani skupił się na reformach gospodarczych, które miały załagodzić nastroje społeczne i być może doprowadzić do budowy „społeczeństwa obywatelskiego”, które samo miało zawalczyć o swoje prawa polityczne. Reformy gospodarcze Rouhaniego miały także jeszcze jeden cel, o którym nie mówiło się otwarcie. Naprawiając program reprywatyzacyjny, polepszając stabilność systemu bankowego i liberalizując gospodarkę miano doprowadzić nie tylko do wzrostu przedsiębiorczości wśród Irańczyków, lecz także do zmniejszenia wpływu IRGC i ulamy na krajową gospodarkę, a tym samym do zmniejszenia ich wpływów politycznych.

Młodzi Irańczycy z portretem prezydenta Chatamiego podczas wyborów w 2005 roku, źródło: Mostafa Saeednejad/Flickr.com

———————————————–

Jak wykiwać ajatollaha?

Jednak „grupa trzymająca władzę” szybko wyczuła rzeczywiste zamiary prezydenta i zaczęła blokować jego reformy. „Natrafiając na mur” Rouhani ani nie zrezygnował ze swoich planów, ani – pamiętając o czasach Chatamiego – nie poszedł z IRGC i ulamą na otwartą wymianę ciosów. Zamiast tego prezydent wybrał trzecią drogę – negocjacji z Zachodem. Zamiast kłócić się z parlamentem, Radą Strażników i najwyższym przywódcą, Rouhani postanowił ściągnąć do kraju jak najwięcej zagranicznych przedsiębiorstw, które – jako bardziej konkurencyjne – doprowadziłyby do upadku nierentownych fundacji i państwowych przedsiębiorstw. Jako narzędzie do realizacji swojej polityki Rouhani postanowił użyć ustawy przegłosowanej właśnie za prezydentury Chatamiego, a mianowicie Ustawy o promocji i zabezpieczeniu zagranicznych inwestycji (FIPPA) z 2002 roku.

Ustawa ta jest bardzo korzystna dla zagranicznych inwestorów, bo nie dość że gwarantuje im odpowiednie zabezpieczenia dla swoich inwestycji i zawiera wiele zwolnień podatkowych, to – co zdecydowanie najważniejsze – pozwala zagranicznym partnerom na przejmowanie nawet 100% udziałów w irańskich przedsiębiorstwach. Administracja Rouhaniego zaangażowała się w promocję FIPPA na świecie, a w 2014 roku przepchnęła jeszcze zwiększenie zwolnień podatkowych na zagraniczne inestycje w niektórych sektorach nawet do 50%.

Ostatecznie jednak – jak już wspominałem w pierwszej części – Rouhaniemu nie udało się osiągnąć zakładanej skali zagranicznych inwestycji. Planowano zachęcić zagraniczne podmioty do corocznego inwestowania w Iranie ok. 20 mld dolarów, lecz w 2016 roku zagraniczne inwestycje szacowano zaledwie na ok. 3,37 mld dolarów. Jak zwracają uwagę ekonomiści problemem Iranu nie jest brak odpowiednich ram prawnych (bo FIPPA jest bardzo atrakcyjna), lecz skala korupcji, wszędobylskie wpływy wojskowych i duchowieństwa oraz napięte stosunki dyplomatyczne między Teheranem a Waszyngtonem. Dopiero po likwidacji tych przeszkód zagraniczni przedsiębiorcy zaczną w ogólne zastanawiać się nad zainwestowaniem swojego kapitału w Iranie.

Jednak Rouhani nie jest w stanie zacząć otwarcie walczyć z korupcją i pozostałymi z wymienionych czynników, gdyż oznaczałoby to wyjście na wojenną ścieżkę z najwyższym przywódcą i IRGC, którzy i tak nie przepadają zbytnio za prezydentem. Rouhani nie chce tej konfrontacji, gdyż – w obecnym układzie sił – jest zdany na porażkę i podzielenie losu Chatamiego (w najlepszym przypadku) lub Abolhassana Bani Sadra – pierwszego prezydenta republiki – który po wdaniu się w konflikt z Chomeinim został pozbawiony swojego stanowiska i musiał uciekać z kraju.

Dlatego też Rouhani skupia się na przeprowadzaniu tych reform, które budzą najmniejsze oburzenie ze strony elit politycznych. Niestety często prowadzi to do patologicznych zmian, które nie tylko nie prowadzą do polepszenia stanu irańskiej gospodarki, lecz nawet stawiają prezydenta w roli wroga ludu. Najlepszym przykładem jest tu sytuacja związana z tzw. systemem subsydiów.

W ramach tego programu, który obowiązuje od czasów wojny iracko-irańskiej, rząd w Teheranie subsydiował sprzedaż energii i paliw. Program, który miał polepszyć sytuację „szarych” Irańczyków (w 2010 roku 1 litr gazu w Iranie kosztował zaledwie 10 centów) doprowadził do sztucznie napędzonej, nadmiernej konsumpcji i ogromnego marnotrawienia zasobów naturalnych oraz ogromnych wydatków – w 2009 roku rząd szacował, że system subsydiów kosztuje rocznie ok. 100 mld dolarów.

Dlatego też w 2010 roku administracja prezydenta Mahmuda Ahmadineżada przeprowadziła reformę, w wyniku której zrezygnowano z systemu subsydiowania energii i paliw w jego dotychczasowym kształcie. Zamiast dopłat do cen energii i paliw zdecydowano się wspierać najuboższych bezpośrednimi subsydiami pieniężnymi. To kto będzie zaliczał się do kategorii uprawnionych miano zweryfikować na podstawie dochodów. Jednak wkrótce okazało się to nie tylko niemożliwe, ale także niebezpieczne – administracja Ahmadineżada przestraszyła się protestów, które wybuchłyby gdyby grupa najuboższych była relatywnie mała. W efekcie do kategorii najuboższych zakwalifikowano aż 90% populacji Iranu. W ten sposób reforma systemu dopłat okazała się tylko częściowym sukcesem. O ile udało się zmniejszyć marnotrawstwo i poczynić ogromne oszczędności, to jednocześnie szeroka dystrybucja pieniędzy, doprowadziła do dalszego drenażu państwowej kiesy.

Prezydent Rouhani dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że reforma Ahmadineżada była niepełna i potrzebne są zdecydowane kroki, które ograniczą liczbę beneficjentów programu subsydiów. Reforma była tym bardziej potrzebna, że po chwilowym boomie gospodarczym z 2016 roku, irańska gospodarka zaczęła wyhamowywać i rząd musiał zmniejszyć wydatki państwowe. Dlatego też w połowie grudnia administracja Rouhaniego złożyła w parlamencie projekt budżetu na przyszły rok, w którym znacznie zawężono kategorię osób uprawnionych do otrzymywania subsydiów.

Prezydent Rouhani i ajatollah Chamenei, źródło: khamenei.ir

———————————————–

Walka o subsydia

Projekt nowego budżetu okazał się być iskrą, która – w kilkanaście dni później – doprowadziła do wybuchu protestów społecznych, które przetoczyły się przez wiele miast kraju. Hasła, wznoszone podczas grudniowych protestów 2017 roku, pokazują jakie problemy Irańczycy uważają za najpoważniejsze:

Pro-rządowe (a raczej pro-ajatollahowskie) protesty w Hamadan, źródło: Tasnim News Agency

———————————————–

Jak stracić poparcie społeczne i polityczny autorytet?

Protesty pokazały jednak przede wszystkim to, o czym mówiło się od dawna, a mianowicie to, że Rouhani – poprzez swoją zachowawczą politykę wpędził się w kozi róg. Gdy nowy prezydent dziarsko objął władzę w 2013 roku i doprowadził do zawarcia JCPOA jego poparcie w społeczeństwie wzrosło do niemal 90%. To był moment, gdy Rouhani, dysponując odpowiednią legitymizacją społeczną mógł – a nawet powinien – iść na konfrontację z Korpusem Strażników Rewolucji i ulamą. Jednak Rouhani nie zrobił tego i zamiast zacząć reformować te działy gospodarki, które wymagają natychmiastowej naprawy, ograniczył się wyłącznie do reformy tych działów, na które pozwoliło mu środowisko Chameiniego.

Z jednej strony ciężko dziwić się Rouhaniemu, gdyż człowiek z jego bagażem doświadczeń, widzący jak skutecznie zablokowano prywatyzację za czasów Rafsandżaniego, czy odstawiono na boczny tor polityki prezydenta Chatamiego, nie mógł postąpić inaczej. Jednak z drugiej strony oburzenie burzy fakt, że Rouhani najczęściej nawet nie próbował zawalczyć o swoje reformy ze stronnikami ajatollaha. Często prezydent wycofywał się ze swoich reform od razu, gdy napotkał zdecydowany opór ze strony politycznych elit.

Równie negatywnie należy ocenić próby wprowadzenia przez Rouhaniego dyskusji o potrzebie reform do dyskursu publicznego. Świetnym przykładem jest tutaj wspomniany już projekt budżetu z grudnia 2017 roku, który zawierał nie tylko plan ograniczenia programu subsydiarnego, lecz także – chyba po raz pierwszy w historii – tak szczegółowe zestawienie kwot, które w przyszłym roku budżetowym bonjady miały otrzymać ze strony budżetu państwa.

Według stronników Rouhaniego, dane te zostały celowo podane, aby doprowadzić do wybuchu protestów, które miały skupić się właśnie na tym aspekcie nowego budżetu. Gdyby faktycznie doszło do takich protestów Rouhani mógłby ogłosić cięcia w finansowaniu bonjadów i tym razem nawet Chamenei by go nie zatrzymał. Jednak ostatecznie protestujący skupili się głównie na krytyce prezydenta a nie na bonjadach. Tym mniej dziwić powinno zatem także to, że – wbrew rzekomym oczekiwaniom Rouhaniego – dyskusja o bonjadach nie przedarła się nawet do szerokiej dyskusji publicznej.

To właśnie zachowawczość prezydenta spowodowała, że od początku 2017 roku jego popularność spadła z ok. 67% do ok. 50% na początku 2018 roku. Z każdym dniem amerykańskie sankcje stają się coraz bardziej odczuwalne, a sytuacja irańskiej gospodarki coraz słabsza. Wszystko to natomiast odbija się na coraz słabszych notowaniach prezydenta. To natomiast powoduje, że środowisko Chameiniego nie uważa już Rouhaniego za bezpośrednie zagrożenie i coraz mniej się z nim liczy. Dobrze obrazują to dyskusje z kilku ostatnich miesięcy w irańskim parlamencie, gdzie Rouhaniemu nie szczędzi się gorzkich słów. Jeszcze bardziej widocznym przykładem są wypowiedzi członków IRGC czy ajatollaha Chameiniego, które są coraz bardziej konfrontacyjne np. wypowiedzi o zablokowaniu cieśniny Bab Al Mandab czy Ormuz. Słowa te nie tylko podkopują autorytet Rouhaniego wśród przedstawicieli innych państw, ale także dają wyraźny sygnał społeczeństwu kto w istocie pociąga w Iranie za sznurki.

Jeśli administracja Rouhaniego, wraz z europejskimi partnerami, nie znajdzie szybko sposobu na wyjście z kryzysu, który powstał po wycofaniu się USA z JCPOA, to Iran może czekać iście mroczny okres, w którym do władzy powrócą konserwatyści, problemy gospodarcze kraju zostaną jeszcze bardziej pogłębione a naukowcy z powrotem skierowani do prac nad atomem.

——————–

Jeśli chcesz być na bieżąco z wiadomościami ze świata Bliskiego Wschodu, to możesz zacząć obserwować mnie na Fejsbuku.😉

Drogi Czytelniku, jeśli podoba Ci się „Puls Lewantu” i chcesz więcej ciekawych treści, to rozważ proszę możliwość wsparcia mojej twórczości za pośrednictwem platform:

Dla Patronów przewidziałem specjalne korzyści, a otrzymane od Was wpłaty przeznaczę na zwiększenie regularności publikacji, rozbudowę strony, podcasty i wiele, wiele innych (szczegóły w zakładce „Cele”.)

——————–

Prezydent Hassan Rouhani, źródło: kremlin.ru